Zasiądźmy do medialnego stołu

 

Premier w TVN, prezydent w TVP-, co takiego robią? Rozmawiają, prowadzą dyskusję. Dziennikarze pytają ”Jak pan zareaguje na słowa ministra wypowiedziane w programie Teraz MY?”. A co jeśli zapytana osoba nie oglądała tego programu? Wyjdzie na głupka, który jest w tyle, jeśli chodzi o informacje. Odpowiada coś wtedy, na szybko, na odwal. Pierwsza myśl, kilka niefortunnych zdań i mamy aferę.

Dlaczego w naszym kraju posłowie przeciwnych partii komunikują się tyko albo przede wszystkim za pomocą mediów? Programy wszelakiego typu rozsiane po telewizyjnych stacjach robią za jeden wielki stół. Ja określam to mianem medialnego stołu. Staram się zawsze obejrzeć kilka wydań programów informacyjnych ( przeważają Fakty), programy publicystyczne i inne. Zawsze staram się oglądać debaty czy ważniejsze głosowania w sejmie. Innego rodzaju dobre programy też trafiają na listę oglądanych.

Przeglądam gazety a tam wywiad z Tuskiem. Czytam, potem jest ktoś z PIS w TV i pada pytanie o ten tekst. Co mam zrobić biedny poseł PIS-u? Może znać tekst, albo nie znać się na konkretnym przypadku. Jak to wygląda dalej? Pan odpowiada atakiem lub zmienia temat na inny. Ktoś coś dokłada i jest. Medialny stół działa- no, może nie do końca. Tworząc to wyrażenie miałem raczej na myśli medialna potyczkę dwóch kompetentnych ludzi.

Pan premier, ( co ja mam z tym Tuskiem?) Pyta na jakiejś konferencji opozycje o ustawę. Opozycja odpowiada kolejnym spotkaniem z dziennikarzami, jednocześnie udzielając, chociaż cząstkowe j odpowiedzi na pytania Tuska. Pozostaje jeszcze kwestia interpretacji tego przekazu, pokazanie go w mediach itp.…

Powstaje chaos, którego jesteśmy wszyscy świadkami. To, co doświadczyliśmy przed, w trakcie i po debacie szefa rady ministrów J ze stoczniowcami jest doskonałym przykładem tego typu relacji. Media pytają ciągną za język i mamy, co godzinę inne informacje. Ktoś, coś niby powiedział, ktoś, coś wie. I tak od wydania serwisu informacyjnego do kolejnego.

Nie lepiej wysłać-już nie wymagam człowieka-, lecz pismo z jakimiś postulatami albo zwyczajnie zadzwonić? Tak zwyczajnie pieprzyć wszystkie zasady dobrego wychowania, przepisy i porozmawiać? A tak wyszło jak, wyszło. O samych stoczniach i ich pracownikach doczekacie się kilka linijek tekstu.

Dawniej, bardzo dawno temu sejm, senat był miejscem dla wybranych. Tylko uczeni ludzie mogli się tam znaleźć. Pewnie pamiętacie czasy Piastów J. Jak ktoś oglądał serial Ekipa ( na Polsacie i co piątek w Wyborczej) to zapewne pamięta scenę z „ stanowiskiem rządu w sprawie zadłużenia czy jakiejś innej sprawie ekonomicznej? Świeżo upieczony premier zaprasza na spotkanie swoich ministrów ( czy jakąś inna hołotę odpowiedzialną z taki a nie inny stan rzeczy) i kolegę ekonomistę. Ten zaś wypisuje na tablicy wzory, liczy, operując dodatkowo fachowym słownictwem i na koniec stwierdza, że to jest nowe stanowisko rządu w tej sprawie. Reszta gości tylko kiwa ze zrozumieniem głową, choć tak naprawdę tylko udaje. Rozwiązanie jest proste wywalić tych „fachowców” i zatrudnić jednego specjalistę, może dwóch. Mniejsze koszta i lepsza polityka kraju. Ile zmieniłoby wprowadzenie dodatkowych ograniczeń przed wstąpieniem do sejmu i senatu. Obecnie jest limit wiekowy i chyba matura. Pomyślcie, same tęgie głowy, wreszcie jakaś namiastka fachowości i troski o kraj. Zmiana wymaga czasu i chęci. Dlaczego naród boi się podjąć inicjatywę?

- Wyjść na drogi i skandować Underek na króla Polski.

-NIE!!!

Żadnego strajkowania i tego typu tekstów. Jako obywatele państwa demokratycznego mamy swoje prawa? Skorzystajmy z nich.

Zachęcam do zmian.       

 

 

Masz inne zdanie? Wyraź je wy komentarzach.         

                  

 

  

Brak komentarzy:

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.

Obsługiwane przez usługę Blogger.